Przejdź do treści
Dołącz do newslettera
← Wszystkie recenzje
RECENZJA

Filmy i seriale

Lalka na Netflixie: byłem sceptyczny, ale dałem się wciągnąć

Nowa Lalka nie próbuje być ekranizacją 1:1. Świetna obsada, mocna scenografia i zaskakująco wciągająca historia wygrały z moim początkowym sceptycyzmem, choć współczesne dialogi i wulgaryzmy potrafią mocno zderzyć się z kostiumową formą.

23 września 2026

Lalka na Netflixie: byłem sceptyczny, ale dałem się wciągnąć

Do serialowej Lalki Netfliksa podchodziłem z dużym dystansem. Kolejna współczesna interpretacja szkolnej lektury łatwo mogła skończyć jako produkcja, która bardziej chce udowodnić własną nowoczesność niż opowiedzieć dobrą historię. Tym bardziej że książkę Bolesława Prusa pamiętam głównie z liceum: najważniejsze postacie, relacje, temat awansu społecznego, pieniądza, obsesji Wokulskiego i świata, do którego próbuje się dostać.

Po sześciu odcinkach największe zaskoczenie jest bardzo proste: ten serial po prostu mnie wciągnął. I to dużo bardziej, niż się spodziewałem.

To nie jest szkolna ekranizacja Lalki

Netflix od początku przedstawiał serial Pawła Maślony jako współczesną reinterpretację i dokładnie tak najlepiej do niego podejść. To nie jest próba przeniesienia powieści Prusa scena po scenie. Twórcy zostawiają jej najważniejsze fundamenty, ale rozbudowują historię o własne wątki, zmieniają akcenty i prowadzą bohaterów w sposób bardziej serialowy.

Dla mnie zadziałało to zaskakująco dobrze. Pamiętając książkę głównie przez jej najważniejsze założenia, cały czas miałem poczucie znajomości tego świata. Wokulski nadal jest Wokulskim, Izabela nadal pozostaje Izabelą, a pieniądze, pozycja społeczna, ambicja i różnice klasowe są osią całej historii. Jednocześnie nie czułem, że oglądam streszczenie lektury rozciągnięte na kilka godzin.

Obsada robi ogromną robotę

Jedną z najmocniejszych stron serialu jest dla mnie aktorstwo. Tomasz Schuchardt jako Stanisław Wokulski ma w sobie odpowiednią mieszankę opanowania, ambicji i narastającej obsesji. Sandra Drzymalska dostała znacznie bardziej współczesną i aktywną wersję Izabeli Łęckiej, a Jacek Braciak bardzo dobrze wykorzystuje każdą scenę jako Tomasz Łęcki.

Najważniejsze jest jednak to, że bohaterowie nie sprawiają wrażenia postaci wyjętych ze szkolnej inscenizacji. Nawet jeśli serial celowo bawi się formą i czasem mocno odchodzi od tego, co kojarzymy z klasyczną adaptacją, aktorzy sprzedają ten świat z pełnym przekonaniem. Dzięki temu łatwo wejść w relacje między bohaterami i zostać z nimi na kolejne odcinki.

Scenografia buduje świat, a nie tylko epokę

Bardzo dobrze działa też warstwa wizualna. Za scenografię odpowiada Joanna Macha, za kostiumy Dorota Roqueplo, a zdjęcia przygotował Paweł Flis. W praktyce oznacza to produkcję, która wygląda jak duży, świadomie zaprojektowany serial kostiumowy, a nie obowiązkową ilustrację XIX wieku.

Wnętrza, stroje, ulice i cały sposób kadrowania sprawiają, że Warszawa jest atrakcyjna wizualnie, ale jednocześnie nie odciąga uwagi od historii. Dla mnie była to jedna z tych produkcji, w których często łapałem się na tym, że po prostu dobrze patrzy się na kolejne sceny.

Dialogi są jednocześnie zaletą i największym ryzykiem

Najciekawszy element całej Lalki to dla mnie język. Czasami postacie rozmawiają dokładnie tak, jak spodziewalibyśmy się po kostiumowym serialu osadzonym w XIX wieku. Chwilę później dialog potrafi zabrzmieć niemal całkowicie współcześnie. Do tego dochodzą potoczne zwroty i wulgaryzmy.

Ten kontrast jest momentami naprawdę dziwny. Zdarzały się sceny, w których przez sekundę zastanawiałem się, czy dana kwestia nie brzmi zbyt dzisiejszo jak na ludzi ubranych w stroje z epoki. Z drugiej strony właśnie dzięki temu rozmowy mają energię i nie wpadają w teatralną sztywność. Serial nie udaje też, że przypadkiem tak wyszło. Współczesny język jest częścią całego pomysłu na reinterpretację.

Nie każdemu to podejdzie. Jeśli ktoś oczekuje klasycznej, wiernej adaptacji, to właśnie dialogi mogą być jednym z pierwszych punktów zapalnych. U mnie po początkowym zgrzycie zaczęły działać na korzyść serialu.

Najlepiej oglądało mi się Lalkę właśnie dlatego, że pamiętałem książkę

Paradoksalnie wydaje mi się, że byłem dla tego serialu całkiem dobrym odbiorcą. Czytałem Lalkę w liceum, pamiętam jej główne założenia i bohaterów, ale nie mam powieści na tyle świeżo w głowie, żeby przy każdej scenie porównywać adaptację z konkretnym rozdziałem.

Dzięki temu rozpoznawałem kolejne elementy historii i relacje między postaciami, a jednocześnie nowe wątki faktycznie potrafiły mnie zaskoczyć. Serial korzysta ze znajomości materiału źródłowego, ale nie wymaga jej do śledzenia fabuły. Dla osoby, która kojarzy Lalkę głównie ze szkoły, może wręcz działać jak bardzo przyjemne odświeżenie pamięci.

Czy warto obejrzeć Lalkę na Netflixie?

Włączałem pierwszy odcinek sceptycznie, a kończyłem serial z poczuciem, że dostałem jedną z ciekawszych prób odświeżenia polskiej klasyki ostatnich lat. Nie dlatego, że jest wierna Prusowi. Właśnie dlatego, że nie próbuje być wierną ekranizacją za wszelką cenę.

Najbardziej przekonały mnie aktorstwo, scenografia i tempo opowieści. Największy znak zapytania zostawiają dialogi, które potrafią przeskakiwać pomiędzy językiem epoki a sposobem mówienia niemal współczesnych ludzi. Dla jednych będzie to świeże, dla innych zbyt agresywne uwspółcześnienie.

U mnie bilans jest zdecydowanie pozytywny. Lalka okazała się dużo bardziej wciągająca, niż zakładałem przed seansem, i zamiast poczucia oglądania kolejnej szkolnej lektury dostałem serial, który ma własny charakter i potrafi obronić się jako samodzielna historia.

Więcej od dealhub